Efektywne lenistwo a koło życia

Nie będzie o bezczynności ani postanowieniach noworocznych. Będzie za to o zamykaniu,  bo z tym właśnie kojarzy mi się efektywne lenistwo. Efektywne, bo ta odrobina wolnego czasu pod koniec roku pozwala się zatrzymać i zastanowić, które sprawy nie zasługują już dłużej na to, by pozwolić im ciągnąć się za nami.

Pewien mądry człowiek pokazał mi kiedyś narzędzie – koło życia. Takie koło pozwala wyodrębnić obszary życia, które są dla nas najważniejsze oraz określić poziom satysfakcji z każdego z nich. Może ono wyglądać  na przykład tak:

dscn0563

Jak można takie koło interpretować, w razie gdyby ktoś z Was zdecydował, że nakreśli podobne? Obszary zacienione w każdej ósemce to poziom zadowolenia  w każdym obszarze. Pozostała część to obszar, który trzeba poprawić, by żyć pełnią życia.

Idealnie jeśli komuś w każdym obszarze wyjdzie 100 procent. Zwykle jednak większość z nas jest na tyle pochłonięta działaniami w jednym lub dwóch obszarach, że zaniedbuje resztę, a wtedy koło zaczyna przypominać popsuty parasol. Widzieliście kiedyś rower, który jeździ na takich kołach?

By harmonijnie posuwać się naprzód każdy z nas potrzebuje okrągłych kół. Balansu, który trudno uzyskać jeżeli mamy nierealny obraz własnej rzeczywistości. Może więc warto przyjrzeć się własnym „kołom” i zobaczyć, co jeszcze trzyma nas w miejscu  i nie pozwala pójść dalej. Można pomóc sobie jeszcze następującymi pytaniami:

  • Co jest dla mnie najważniejsze w życiu?
  • Jak to, co widzę wygląda w zestawieniu z rzeczywistością?
  • Które części koła wpływają wzajemnie na siebie?
  • Która w największym stopniu wpływa na pozostałe?
  • W których obszarach chcę zwiększyć poziom swojego zadowolenia?
  • Co mogę zrobić, aby ten poziom osiągnąć?
  • Jaki wpływ będzie mieć zwiększenie poziomu satysfakcji jednego z obszarów na pozostałe?
  • Którym obszarem powinnam zająć się w pierwszej kolejności, aby obraz całego koła w moim przekonaniu poprawił się?
  • Jak będzie wyglądało moje życie, gdy zajmę się tym obszarem?

A więc co możecie zostawić za sobą?

 

Reklamy

Moje lenistwo

Concept for procrastination and urgency with torn newspaper headKtoś kiedyś powiedział, że lenistwo jest ukrywanym ojcem postępu. Jakby na to nie spojrzeć, jest to prawda. No bo gdyby nie, na przykład, nasza wrodzona niechęć do przenoszenia dużych rzeczy na duże odległości, nigdy nie wynaleźlibyśmy koła i dziś nie jeździlibyśmy samochodami. Gdyby nie nasza potrzeba przekazywania tradycji z pokolenia na pokolenie, dziś nie mielibyśmy papieru, który, bądź co bądź, uwalnia nas od konieczności pamiętania wszystkiego. Po co pamiętać, skoro można to sobie zapisać?

Ten rodzaj myśli dopada mnie kilka razy wciągu roku, zwłaszcza w okolicy świąt, kiedy wszystko zwalnia, a człowiek ma czas, żeby zajrzeć w głąb siebie. Za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku: lenistwo jest człowiekowi potrzebne. A ponieważ w dzisiejszym świecie liczy się przede wszystkim efektywność, i sama myśl, że mogłabym nic nie robić wywołuje u mnie dyskomfort, postanowiłam sobie to lenistwo nieco zracjonalizować i czerpać z niego przyjemność.

Ostrzenie piły

Pojęcie to, zaczerpnięte z książki Stevena Coveya  pt. „7 zasad skutecznego działania”, oznacza, że każdy z nas powinien przeznaczyć odpowiednią ilość czasu na odpoczynek. Autor przywołuje bajkę Ezopa o gęsi znoszącej złote jajka. Ową gęś, zupełnie wycieńczoną, znalazł kiedyś na polu ubogi rolnik. Zabrał ją do domu, nakarmił, napoił, a gęś z wdzięczności po jakimś czasie zaczęła mu znosić złote jajka. Po jednym każdego dnia. Rolnik w krótkim czasie stał się bardzo bogaty, i coraz częściej po głowie zaczynała krążyć mu myśl, że dobrze byłoby, gdyby mógł mieć wszystkie takie jajka od razu, zamiast czekać aż gęś będzie je znosić tak stopniowo. Jak pomyślał tak zrobił. Rozpruł gęsi brzuch, jednak nie znalazł tam, żadnego złotego jajka. Gęś zdechła, a rolnik musiał się zadowolić tym co zebrał do tej pory..

Im częściej myślę o tej historii tym bardziej dochodzę do wniosku, że każdy z nas w jakimś stopniu przypomina takiego rolnika. Bardzo zależy nam na efektach, czyli na tych złotych jajkach z bajki, w efekcie czego pracujemy coraz więcej i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo osłabiamy tym samych siebie. Możliwości naszego organizmu są ograniczone i bardzo łatwo jest poprzez nieustanny wysiłek osłabić je jeszcze bardziej, co z kolei prowadzi do spadku efektywności.

Tymczasem ważne są obie te rzeczy: praca zawodowa oraz umiejętność odpoczywania. Wbrew pozorom, rozdzielenie tych dwóch spraw nie jest wcale proste. Niby każdy już wie, że człowiek powinien pracować w czasie do tego przeznaczonym, ponieważ praca na okrągło jest tylko zwykłym  udawaniem, które wcale nie przynosi efektów , a jednak niewielu z nas to robi. Trzeba dużej mądrości by to przekonanie zastosować w codziennym życiu. Przyznam, że mi samej nie zawsze mi się to  jeszcze udaje.

Co więc zrobić, żeby przekonać samego siebie, że musimy kiedyś odpoczywać? Po prostu zaakceptować fakt, że pewna dawka lenistwa, zwłaszcza tego wykorzystanego świadomie, jest częścią życia, bez której po prostu nie da się pójść dalej.

A o tym, jak efektywnie wykorzystać świąteczne lenistwo już niebawem.

 

Wystąpienia publiczne nie dla liderów

 

boobs-out.

No ale jak to? – ktoś spyta. Przecież tyle można się dowiedzieć. Samemu trudno jest ocenić swój styl i sposób prezentacji. Trudno jest też zgadnąć co w naszym zachowaniu rozprasza odbiorcę.

Wszystko to prawda, tylko, że tego samego można dowiedzieć się z książek, ćwicząc dodatkowo z kamerą. Wystarczy odrobina samozaparcia. No, chyba, że jest się profesjonalnym mówcą i trzeba ćwiczyć długimi godzinami – wtedy pomoc osób trzecich jest niezbędna.

Większość liderów jednak nie potrzebuje aż tak rozwiniętych umiejętności oratorskich, by czarować publiczność. Wielu z nich przyznaje też, że czuje się dziwnie wykonując wszystkie gesty, które wypada im czynić, nie robiąc pauz i mówiąc nienaturalnym tonem. To czego potrzebują to umiejętność docierania do słuchaczy i inspirowania ich. Potrzebują zbudować zaufanie i wiarygodność, mówić jasno i z energią. Chcą, by się z nimi liczyć.

A takie wystąpienia nie są efektem gestów wykonywanych z mechaniczną precyzją. Nie są też wynikiem słów wypowiadanych w poetyckim uniesieniu. To przychodzi od wewnątrz. Można się tego nauczyć, ale nie wszyscy trenerzy o tym mówią.

I oczywiście są osoby, które powinny usłyszeć zdania w stylu: „Nie pochylaj głowy.”, „Stój prosto.”, „Nawiązuj kontakt wzrokowy.”, „Patrz tylko na wybrane osoby.”, ponieważ są to podstawy, które trzeba znać. Warto jednak mówić ludziom też o tym, co jeszcze można zrobić by stać się nie dobrym, a wybitnym mówcą.

 

#1 Nie ma jednej recepty na udane wystąpienie

 

Nawet sami trenerzy wystąpień publicznych nie są zgodni co do tego, które techniki sprawdzają się najlepiej. Ktoś powie, że dobrze jest robić szerokie gesty, ktoś inny, że to rozprasza.

Tymczasem prawda jest taka, że to co się sprawdza w przypadku jednej osoby, niekonieczne działa u innych. Dwie osoby obserwujące twoje wystąpienie mogą mieć dwa odmienne zdania na temat skuteczności jednej prezentacji. A ostatecznie i tak liczy się to, z czym tobie jest najlepiej.

 

#2 Wybitni mówcy nie przestrzegają zasad

 

Być może prawdą jest, że czytanie z notatek podczas wystąpienia jest nudne. Jest jednak wielu mówców, którzy nie trzymają się tego, co napisano w książkach. Steve Jobs rzadko stosował powszechnie przyjęte techniki gestykulacji. Rzadko też trzymał się powszechnie przyjętych norm podczas swoich prezentacji. Wystarczy popatrzeć też na innych mówców, prezentujących swoje pomysły na konferencjach TED, którzy mimo łamania zasad porywają tłumy swoją pasją i znajomością tematu.

 

# 3 Autentyczność jest ważniejsza niż forma przekazu

 

Na co dzień potrafimy rozpoznać u ludzi różne zachowania i wiemy, które z nich są autentyczne, a które udawane. Łatwo też udaje nam się wyczuć, komu tak naprawdę zależy na słuchaczach, a kogo nie do końca oni interesują. To właśnie autentyczność budzi zaufanie, które buduje naszą wiarygodność. Drugi krok to dostosowanie stylu do okoliczności. Niczym nie da się bardziej zrazić do siebie publiczności niż wygłaszanie oficjalnej mowy w sytuacji, która aż się prosi o intensywny dialog ze słuchaczami.

 

# 4 Wiesz już jak to robić

Większość ludzi umie komunikować się w sposób autentyczny i wie jak prezentować pomysły na swój własny osobisty sposób. Każdy z nas robi to na co dzień w otoczeniu rodziny czy przyjaciół. Tym co nas blokuje jest głównie trema oraz obawa, że nam się nie powiedzie.

Co można zrobić? Obserwować swoje zachowanie prezentując coś w mniej oficjalnych warunkach. Dokładnie ta samo powinniśmy zachowywać się na scenie. Zamiast naśladować kogokolwiek, róbmy to wychodzi nam najlepiej. I korzystajmy z każdej nadarzającej się okazji by obserwować samych siebie. Tylko w ten sposób, małymi krokami, można zbudować pewność siebie.

Foreigner talk. Co sprawdza się w szkoleniach po angielsku?

bowling

Kiedy studiowałam anglistykę, jeden z profesorów, Anglik z pochodzenia, opowiadał jak wieloletnia praca z polskimi studentami wpłynęła na sposób, w jaki się wypowiadał. Zaczął mówić wolniej i wyrzucił ze słownika większość wyrażeń potocznych. Powód? Mimo, że mówił z poszanowaniem wszelkich zasad poprawności gramatycznej, i do tego z akcentem, którego zazdrościł mu każdy student, zwłaszcza pierwszoroczny, niewiele osób tak naprawdę w pełni go rozumiało. A to, po pewnym czasie, zaczęło wywoływać u większości obawę, że nie poradzą sobie na zajęciach. Kiedy nasz Anglik sobie to uświadomił, zaczął stosować tzw. foreinger talk, czyli uproszczoną wersję języka angielskiego, którą Anglicy stosują czasem w rozmowach z obcokrajowcami. Ponieważ miał do czynienia z filologami, w jego przypadku wystarczyło tylko ograniczyć język potoczny i odrobinę zwolnić.
Zabieg drobny, ale skuteczny. Tyle tylko, że w dwie strony, bo o ile ułatwił komunikację ze studentami, o tyle zaczął „wyróżniać” go wśród swoich, wywołując pewne rozbawienie.
Kiedy zaczynałam prowadzić szkolenia po angielsku, często zastanawiałam się czy można tą sytuację odnieść do pracy trenera. W końcu trener też pracuje z ludźmi, a ci mają za sobą różne doświadczenia językowe. Doszłam do wniosku, że warto pamiętać o następujących rzeczach:

 

Język

Paradoksalnie nie chodzi tu o posiadanie super rozbudowanego słownictwa czy zakresu struktur gramatycznych, a raczej o umiejętność dostosowania języka do poziomu uczestników, co nie zawsze jest łatwe. Jako osoby nienatywne, mimo dużej znajomości języka, większość z nas nie posiada tak dużego doświadczenia, by móc dowolnie zmieniać zakres struktur jezykowych w zależności od rozmówcy, a to w połączeniu ze zróżnicowanym doświadczeniem uczestników może powodować zakłócenia komunikacyjne.

 

Timing

Inaczej dobrze zaplanowany czas na wykonanie poszczególnych ćwiczeń. Omawianie danego tematu w języku obcym może stanowić dla uczestników dodatkowe utrudnienie, co oznacza, że być może będą oni potrzebowali nieco więcej czasu na zrozumienie ćwiczenia i zadanie dodatkowych pytań. Dzieje się tak zwykle w przypadku stosowania narzędzi psychometrycznych w jezyku angielskim, które pod kątem leksykalnym mogą stanowić dla niektórych wyzwanie.

 

Dokładne instrukcje

Najlepiej jeżeli będą one w formie pisemnej, na flipcharcie lub w postaci slajdu, ponieważ do większości ludzi lepiej trafia to widzą niż słyszą. Oczywiście nie zawsze da się wszystko przygotować, ponieważ często to grupa szkoleniowa weryfikuje czy warto dane ćwiczenie wykorzystać, zrezygnować z niego czy wymienić na inne, niemniej zapisywanie instrukcji, lub wszystkich bardziej skomplikowanych rzeczy, pozwala uczestnikom ‚nie pogubić się’ i w razie potrzeby wrócić do zapisu gdy poczują, że coś im umyka.

 

Poczucie bezpieczeństwa

Bywa, że w obawie przed utratą wizerunku w oczach współpracowników, niektóry uczestnicy nie zadają pytań lub nie proszą o dodatkowe wyjaśnienie niezrozumiałych treści. Dobrze jest wtedy upewnić się, że rozumieją to, co się do nich mówi, dając im dodatkowy czas na zadawanie pytań czy parafrazując wypowiedź. Lepiej jest jednak unikać pytań wprost czy rozumieją to, co do nich mówimy, sugerując, że ich poziom językowy pozostawia wiele do życzenia, a raczej spytać czy możemy coś jeszcze dodatkowo wyjaśnić, żeby dobrze wykonali poszczególne ćwiczenia.

 

Wrażliwość kulturowa

Pracując w grupie wielokulturowej dobrze jest mieć ogólną wiedzę na temat sposobów komunikowania się w poszczególnych kulturach lub tego, kiedy powinniśmy zachować szczególną ostrożność. Nie w każdej kulturze informację zwrotną przekazuje się wprost, nie zawsze można podawać przykłady dotyczące polityki, płci czy religii, jak również nie zawsze sprawdza się łączenie w grupy osób pracujących na różnych stanowiskach, zwłaszcza takich, które w danej kulturze różną się od siebie pod względem hierarchii. Być może trzeba będzie wykorzystać również odmienne sposoby motywowania uczestników do pracy w zależności od kraju pochodzenia. W szkoleniach chodzi przede wszystkim o efekty, a te możemy osiągnąć dopiero wtedy, kiedy uczestnicy czują, że nic ich nie blokuje ani nie zagraża.
Wreszcie, dobrze jest pamiętać, że to uczestnicy mają w dużej mierze mówić, a nie my. Może wydawać się to oczywiste, jednak nie zawsze łatwo jest opanować naturalną skłonność do wypełniania słowami ciszy w rozmowie, kiedy tylko się ona pojawi, nawet po polsku. W szkoleniach prowadzonych po angielsku dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że nie wiemy z czego ta cisza wynika – z tego, że uczestnicy zastanawiają się nad odpowiedzią czy może dlatego, że nie zrozumieli pytania? Nie ma na to jednego prostego sposobu, jednak uważne słuchanie może wiele ułatwić. I tego się trzymajmy 🙂

Wystąpienia publiczne w pracy handlowca

SalesFirst

Nikt z nas nie lubi być zmuszany do czegokolwiek. Chcąc jednak coś sprzedać, musimy znaleźć sposób, by zakomunikować innym to, co mamy do powiedzenia nie zniechęcając ich. Umiejętność porozumiewania się w jasny i przejrzysty sposób, w dodatku w formie, która zainteresuje odbiorcę przydaje się dziś w każdej dziedzinie życia, także w sprzedaży. To, jak się prezentujemy decyduje o tym, czy klienci będą nas słuchać, czy rozglądać się niecierpliwe wokół, co gorsza spoglądając co chwilę na zegarek. Jakie cechy kompetentnego mówcy warto w sobie rozwinąć by skutecznie prowadzić rozmowy handlowe?

Jasny i zwięzły sposób komunikacji

Trzeba mówić tak, aby klient nas rozumiał. Wszelkie błędy językowe, niewłaściwie użycie słów, niewyraźna mowa czy stosowanie skrótów myślowych powodują, że klient, zamiast skupić się na ofercie, wkłada cały wysiłek w to, by zrozumieć to, co do niego mówimy. Oczywiście nie można też przesadzać w drugą stronę. Kwieciste i zbyt rozbudowane zdania, obcobrzmiące wyrazy czy niekończący się słowotok mogą klienta zniechęcić lub spowodować, że poczuje się przy nas niekomfortowo. Kluczem jest dostosowanie swojej wypowiedzi do poziomu rozmówcy, a to już nie lada umiejętność.

Aktywne słuchanie

Bycie kompetentnym mówcą to nie tylko umiejętność przemawiania, która w przypadku handlowca przekłada się, na przykład, na umiejętne prezentowanie oferty handlowej, lecz także umiejętność słuchania. Tak jak w przypadku wystąpień przed publicznością, tak w przypadku indywidualnych lub grupowych rozmów handlowych komunikacja rzadko bywa całkowicie jednostronna. Owszem, handlowiec musi umieć płynnie przedstawić swoją ofertę, jednak to, w jaki sposób to zrobi powinno zależeć od tego, co usłyszy ze strony klienta. Prezentowanie produktu czy usługi to nie bezmyślnie powtarzana formułka, lecz opowiadanie o nich z punktu widzenia klienta, używając argumentów w kolejności, która jest dla niego najważniejsza. A to można zrobić tylko w jeden sposób: słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać.

Inspirowanie słuchaczy

To oznacza, że musimy wywołać w słuchaczach chęć dalszego słuchania nas, na przykład, poprzez utwierdzenie ich w ich dotychczasowych przekonaniach. Widząc kogoś przed salonem samochodowym wiemy już, że tą osobę interesują samochody. Dlaczego więc nie pokazać mu, w jaki sposób jego życie zmieni się na lepsze, gdy kupi jeden z nich. Możemy odwołać się do jego obecnych przekonań na temat samochodów, mówiąc o tym, jak przyjemnie prowadzi się taki samochód, jak ważne jest posiadanie własnego zaufanego środka transportu, lub jaką swobodę daje posiadanie samochodu, kiedy nagle musimy gdzieś pojechać. Najważniejsze jest jednak sprawić, by klient „zobaczył” wszystkie te korzyści, płynące z posiadania samochodu oczami wyobraźni. Umiejętność obrazowania pewnych zjawisk nowo poznanym osobom to cecha, która cechuje wybitnych mówców.

Dar przekonywania

Chcąc kogoś do czegoś przekonać, musimy sprawić, by ta osoba odważyła się wyjść poza swoje dotychczasowe przekonania. Jeżeli na przykład ktoś do tej pory bezskutecznie próbował nauczyć się języka obcego stosując określone metody, trzeba mu pokazać, co może osiągnąć stosując inne. Być może w jego przypadku sprawdzi się akurat to, co mamy mu do zaproponowania w swojej ofercie, jednak by go do tego przekonać, musimy najpierw sprawić by nam zaufał. Kompetentni mówcy umieją wzbudzić w słuchaczach poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu wywierają na nich większy wpływ. Tego samego oczekuje się od handlowców.

Radzenie sobie z tremą

Bez tego nie możemy mówić o skutecznej prezentacji produktu czy usługi lub nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z kupującym. Bywa, że obawa przed wypowiadaniem się w obecności jednej lub więcej osób sprawia, że zaczyna nam brakować słów, mówimy chaotycznie lub w ogóle zapominamy, co mamy do powiedzenia. W rezultacie nie przekazujemy kupującym wszystkich potrzebnych informacji. Co więcej, klient wyczuwa, że zaczyna nam brakować pewności siebie, co w efekcie może wywołać wrażenie, że dany produkt lub usługa nie są wystarczająco dobre. W tej sytuacji a o inspirowaniu czy wywieraniu wpływu nie może być nawet mowy. Kompetentny mówca ma świadomość tego, że trema dopada każdego, ma jednak swoje sposoby by sobie z nią poradzić. W podobny sposób warto przygotować się do rozmowy handlowej.

A jak ważna jest umiejętność przemawiania w pracy handlowca z Waszej perspektywy? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

Druga strona księżyca, czyli kilka słów o I Forum Praktykujących Pisanie. — onepagebrand

Wiecie za co najbardziej lubię szkolenia i inne podobne formy rozwojowe? Za doświadczenia – te, którymi dzielą się prowadzący i uczestnicy. Ta mieszanka pomysłów, informacji i inspiracji, która powstaje gdy spotyka się określona grupa ludzi, w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie to coś czego nie da się wyczytać z książek. I mimo, że idąc tam, można […]

via Druga strona księżyca, czyli kilka słów o I Forum Praktykujących Pisanie. — onepagebrand

Druga strona księżyca, czyli kilka słów o I Forum Praktykujących Pisanie.

moon

Wiecie za co najbardziej lubię szkolenia i inne podobne formy rozwojowe? Za doświadczenia  – te, którymi dzielą się prowadzący i uczestnicy. Ta mieszanka pomysłów, informacji i inspiracji, która powstaje gdy spotyka się określona grupa ludzi, w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie to coś czego nie da się wyczytać z książek. I mimo, że idąc tam, można pewne rzeczy wiedzieć, to wiedza ta dopiero zyskuje na znaczeniu, gdy ubrana jest w osobiste doświadczenia innych.

Gdybym spytała Was czy wiecie jak wygląda księżyc, każdy opdowiedziałby, że tak. W końcu wszyscy widujemy go na niebie niemalże od urodzenia. Prawda. Tyle tylko, że wszyscy widzimy tylko jedną stronę, a o drugiej dowiadujemy się z książek, bo okazję do tego by spotkać tych, którzy tam faktycznie byli mają tylko nieliczni. Jak bardzo zmieniłby się nasz obraz tej właśnie niewidocznej strony, gdyby ktoś nam o niej opowiedział?

Ja udałam się na swoją niewidoczną stronę księżyca w zeszły czwartek – na Forum Praktykujących Pisanie Justyny Niebieszczańskiej. Najważniejszą rzeczą, którą stamtąd wyniosłam były właśnie doświadczenia ludzi, którzy, tak jak ja, jakiś czas temu rozpoczęli swoją przygodę w pisaniem. I tak żeby nie zapomnieć, zrobiłam sobie listę najważniejszych rzeczy, które stamtąd wyniosłam

1.W pisaniu najważniejsze są emocje

To one sprawiają, że o czymś pamiętamy lub nie, oraz decydują o tym, w jaki sposób o tym pamiętamy. O faktach dowiadujemy się z encyklopedii, jednak jeżeli chcemy by ktoś chciał „czytać” właśnie nas, trzeba zdobyć się na odwagę by pokazać siebie od środka. Własnie. Odwaga.

2. Odwaga by pisać to połowa sukcesu

A jeszcze większe znaczenie ma odwaga by pokazać to światu. Większość z nas, zwłaszcza na początku, żywi przekonanie, że to co piszemy nie jest wystarczająco dobre. Albo, że ponieważ nie jesteśmy ekspertami nie wolno nam o czymś mówić. Wolno, bo mamy swoje doświadczenia i właśnie o tych doświadczeniach, a już na pewno o emocjach z nimi związanych, wolno, a nawet powinniśmy pisać.

3. Pisanie to przyjemność, ale i cierpliwość

Zwłaszcza jeżeli chcemy to robić dobrze. Pisząc książkę należy pamiętać o wielu rzeczach – o tym, żeby się nie powtarzac, żeby nie gubić się w czasie swojej opowieści oraz o tym, że warto korzystać z wynalazków naszych czasów, takich jak google maps, żeby nasza opowieść była prawdziwa, oraz żeby nikogo nie okłamać, zwłaszcza jeżeli nie da się czegoś zobaczyć na własne oczy.

4. Na blogu można zarabiać, ale może on służyć też innym rzeczom

Zarabianie na blogu to rzecz dla wytrwałych i jeżeli chcemy na blogu zarabiać to od samego początku trzeba mieć to na uwadze. Reklama kontekstowa, programy partnerskie w internecie, sprzedaż linków, teksty reklamowe i przede wszystkim treść, czyli wartość tego, co piszemy – mogą nas w tym wesprzeć. Trzeba tylko wiedzieć co i czemu służy.

Dla mnie blog to bardziej miejsce, w którym mogę podzielić się tym, co wiem, lub tym, czego się własnie nauczyłam i mogę pokazać jakie to ma dla mnie znaczenia. Być może są osoby, które cenią sobie wartość doświadczenia innych tak jak ja.

5. Pisać najlepiej jest pod wpływem inspiracji

Coś z czym się absolutnie nie zgadzam, ale może po prostu dlatego, że takie mam doświadczenia. Piszę wtedy, kiedy mogę i dla mnie najlepszy czas to wczesny ranek, kiedy wiem, że tupot bosych stópek nie przerwie dopiero co zaczętego zdania. Świadomość, że są ludzie, dla których inspiracja ma znaczenie powoliła mi jednak zdefiniować to, co ja rozumiem pod pojęciem inspiracji: dla mnie to pewien stan umysłu, tryb, który włączam gdy chcę coś napisać. I jeżeli nie mam wtedy inspiracji, to jej po prostu szukam – o tym nawet pisałam jakiś czas temu.

A jakie Wy macie doświadczenia? Czym jest dla Was pisanie? Dzielcie się. Strasznie jestem ciekawa 🙂